samotność, randki, samotni

StrefaAktywnych.pl - Portal dla Singli i Singielek. Jeśli jesteś Singielką lub Singlem, chcesz poznawać nowych znajomych i świetnie się bawić to znaczy, że dobrze trafiłeś. Nasz portal to nie jest serwis randkowy, ani biuro matrymonialne, nie chcemy też tworzyć par na siłę. Organizujemy: wakacje, imprezy, wczasy dla singli oraz wyjazdy dla singli na narty, majówkę i sylwestra. Single i oferty dla singli na wysokim poziomie!

Mińsk

Mińsk, Białoruś, głusza, Syberia i czort wie co jeszcze ... ?


Na wiosnę, w maju, byłem z moimi przyjaciółmi w Wilnie. W czasie jakiejś kolacji, gdy opowiadałem o wakacjach na Krymie, kolega zapytał: ?A w Mińsku byłeś? Nie? Jedziemy?? To proste pytanie uświadomiło mi jakieś nieracjonalne, podświadome lęki w mojej głowie ? Mińsk, Białoruś, głusza, Syberia i czort wie co jeszcze ...





?Zaraz, zaraz ? przecież Mińsk, jak i cała ta Białoruś, nominalnie przynależą do Europy. Trzeba więc albo obalić przesądy i zobaczyć samemu jak tam jest albo powiedzieć, że faktycznie cywilizacja kończy się na Bugu? ? pomyślałem i powiedziałem: ?Jedziemy!? Po kolacji sprawa ucichła na kilka miesięcy aż przyszedł czas planowania jesiennego urlopu. Zadzwoniłem do kolegi ? ?Jedziemy??. Zdziwił się, bo od czasu kolacji nie wracaliśmy do tematu, ale odparł: ?Jedziemy!? No to mamy postanowione!





Zacząłem się rozglądać za informacjami o Mińsku: szukałem przewodników w księgarniach ? nie ma; szukałem w internecie ? mało, bardzo mało. Napisałem do kolegi w Kijowie: ?Ty w świecie bywały, powiedz mi jak jest w Mińsku? W końcu kiedyś byliście razem w Sowieckim Sojuzie.? A on mi: ?U, brachu, tam to? ech, szkoda gadać ? skansen, time machine, stare porządki jak za czasów Sojuza.?





Nie ma co - podbudował legendę...





Dodatkowo wrażenie jakieś wyprawy w kosmos spotęgowały trudy zdobycia wizy. Aż ciężko dziś uwierzyć, że 20 lat temu ?zdobycie wizy? było normalną czynnością przed udaniem się do któregokolwiek z sąsiadów. Teraz, po wejściu do Unii, trochę się polepszyło ? przy wyjeździe na Litwę wystarczy machnąć dowodem i już po krzyku. Pojechałem na ulicę Wiertniczą w Warszawie. A tam kolejka pod Ambasadą. W kolejce jakaś nerwowa atmosfera. Dadzą ? nie dadzą? Wiza, wiza, wizunia ... dobro limitowane czyli trąci luksusem.





Nie miałem czasu na stanie godzinami pod Ambasadą. Tym bardziej, że efekt stania jest nieprzewidywalny. Poszedłem na skróty i pojechałem do zaprzyjaźnionego biura turystycznego. Zostawiłem paszport. Oczywiście nie obyło się bez stresów ? a to vouczer powinien być w oryginale (miałem przemeilowany skan), a to jakieś zaproszenie, a to plan wycieczki. Wszystko po kolei dostarczałem, albo i nie, a oni zanosili to, albo i nie, do Ambasady. I też nie dawali gwarancji, że dostanę wizę.





Mój kolega zajął się szukaniem hotelu. Udało mu się dokonać rezerwacji przez jakąś agencję z St. Petersburga. Dlaczego z ST. Petersburga? A bo lokalne, z Mińska, nie raczyły odpowiedzieć na żadnego maila. Agencja zarezerwowała hotel, wystawiła vouczery (i przesłała scany mailem), napisała plan wycieczki (wielce zdziwiona, po co nam to).





Po tygodniu dostałem telefon, że mój paszport z wizą jest do odebrania. Poszedłem na PKP po bilety. Pani w okienku bez problemu zarezerwowała miejscówkę do Mińska. Ale powrotnego ? nie dała rady. Połączenia z Mińskiem nie było. Trudno ? znów zwróciłem się po pomoc do profesjonalistów ? biura pośredniczącego w kupowaniu biletów. Zlecenie przyjęli i już po dwóch dniach miałem bilety. Już po DWÓCH dniach?! A tak ? bo czekano 24h na odpowiedź z Mińska.





Legenda narasta ...











Na dwa dni przed wyjazdem poszedłem do kantoru po dolary. Kantor, jak zwykle, mile mnie zaskoczył ? mieli egzotyczną walutę tzn. ruble białoruskie!!! Zawsze kupuję u nich hrywny na wyjazd na Ukrainę, ale żeby mieli ruble białoruskie?! Tego to się nie spodziewałem.





A jednak ? mieli! Tylko ile ich kupić?! Poziom cen w Mińsku ? nieznany. Ostrożnie więc wymieniłem około 100PLN. Na początek powinno wystarczyć. Przyszedł dzień wyjazdu.





Legenda rozgrzana do białości przez doniesienia z Białorusi (skazano kogoś na śmierć przez rozstrzelanie). Wycofać się? Chyba nie za bardzo można - bilety są, wizy też, hotel zapłacony. Kolega prawie u moich drzwi. Nie ma co, trzeba jechać. Raz mat? rodiła ? jak zwykli mawiać Ukraińcy.





Ruszamy ze Wschodniego. Kolejna legenda. Ale faktycznie ? dworzec jest obskurny i brudny.





Dlatego miłym zaskoczeniem był białoruski pociąg. Prowadnica (po naszemu chyba będzie ?wagonowa?) wzięła z uśmiechem bilety i wpuściła do wagonu. Wagon czyściutki wręcz lśniący. Zdarzało mi się nie raz po Ukrainie jechać takim wagonem ale lepiącym się, brudnym. A ten był, rzec można, modelowym przykładem pociągu dalekobieżnego. Aż przyjemnie było wsiąść i pojechać w nieznane.





W naszym przedziale jechał już jeden pasażer ? Niemiec z Berlina. Pogadaliśmy trochę. Okazało się, że on już nie po raz pierwszy tam jedzie. Wiec opowiedział nam co i jak. Wpuścił nieco ciepłego światła w lodowatą legendę.





Granicę przejechaliśmy ok. 1-2 w nocy. Nie było źle. Celniczka zebrała deklaracje celne. Pogranicznik sprawdził paszport i wizy. Przybił pieczątkę i ?po sprawie, można dalej spać. Nawet nie zauważyłem jak koła zmienili.





Do Mińska przyjechaliśmy ok. 10 rano lokalnego czasu tzn. +1h w stosunku do czasu polskiego. Dworzec zrobił bardzo dobre wrażenie ? czysty, nowoczesny. Myślałem, że to efekt zaspanych oczu, ale nie ? potwierdziło się to też w drodze powrotnej.


Wyszliśmy przed dworzec. Szok! Monumentalne budowle w stylu MDM czy Nowej Huty. Tylko budynki większe i czystsze. Szeroka ulica. Bardzo szeroka ? chyba po 3 pasy w każdym kierunku. Jak na razie ? ładnie jest!





Przejścia dla pieszych? Są. I nikt się nie boi przechodzić przez ulicę (a widziałem często takie scenki ? no ale nie będę taki, nie powiem gdzie). Zaskoczyły mnie sygnalizatory świetlne ? część z nich wyświetla czas do zmiany światła na pasach. Niby mała rzecz a cieszy ...





Wsiadamy do taksówki. Jak w większości krajów za Bugiem trzeba się z góry ułożyć za ile pojedzie pod podany adres bo taksometrów nie mają. Albo mają je za nic.





Taksówkarz, miły gość, robi nam krótką wycieczkę po mieście. Nie szkodzi ? przecież cenę przejazdu już znamy. Wiec można chłonąć widok za oknem. I znów szok ? bardzo szerokie ulice, duże budynki. Czysto. W miarę mało samochodów. Auta klasy średniej ? nie widać wypasionych z najwyższej półki jak np. w Rydze czy Jałcie ale też i 20 letnie Lady nie rzucają się w oczy (szczerze mówiąc nie pamiętam czy w ogóle takie tam widziałem).





Mijamy duży, żółty budynek ? KGB. Jakiś plac ? stąd liczony jest kilometraż na Białorusi. Skręcamy w stronę starego miasta. Podjeżdżamy pod hotel.





Super wycieczka! Mamy szkic planu zwiedzania. Bo jak do tej pory wszystko na żywioł szło. Hotel, jak to hotel - nic szokującego. Ale właśnie czegoś takiego się spodziewałem. Nosi dumną nazwę Białoruś. Standard ponoć wysoki. Jak dla mnie ? ot, jest po prostu ok. Zdecydowanie mniej sterylny i bezosobowy niż nasze hotele i hotele zachodnie.





Ten tu pamięta jeszcze czasy Sojuza. I to widać ? nierówna podłoga, windy straszące pasażerów. I etażnaja ? dyżurna na piętrze. Po co ona? Z literatury wiem, że to ważna persona ...





Widok z naszego pokoju nie jest zbyt rozległy. Trudno. Na ostatnim piętrze jest restauracja Panorama z wielkimi oknami. Tam będziemy śniadać i podziwiać wszystko aż po horyzont. Widok z góry na Mińsk. I znów szok. Zabudowa jest strasznie luźna. Dużo wolnej przestrzeni. Szerokie ulice. Sporo zieleni i parków. Pewnie za parę lat wszystko to zacieśnią ? pobudują supermarkety, hotele, biurowce. Za parę lat?. ale to nie wiadomo kiedy.





Wyruszyliśmy na miasto. Zwiedzać to za bardzo nie ma co. Mińsk wyszedł z 2 Wojny Światowej mocno poharatany ? zniszczony w 80%. Wszystko jest więc nowe, radzieckie. Ale dla nas i to jest interesujące, bo inne niż nasze, inne niż to, co, na co dzień w Polsce mamy. Oglądamy: Stare Miasto (grupka budynków udająca oryginalną XIX wieczną zabudowę - mało tego jest i jakieś takie sztuczne), Katedrę prawosławną, Ratusz (chyba najstarszy budynek w mieście), szkołę muzyczną, Pałac Republiki. To ważniejsze obiekty na naszej trasie. Ale są jeszcze smaczki ? bazarek ze sztuką piękną (obrazy, rzeźby i pamiątki) a obok niego bar gdzie zjedliśmy normalny obiad, uniwiermag z pięknymi socrealistycznymi płaskorzeźbami i wspaniałym barkiem Akwarium (ach, te bakłażany zapiekane z serem?.), parki ( jeden z pomnikami Dziewczynka pod Parasolem i Piękna Pani na Ławeczce oraz drugi - park im. ???????????a), Biblioteka Narodowa, 3 piętrowy dom handlowy pod ziemią (w samym centrum miasta ? niedaleko poczty ? super nowoczesny i nie do rozeznania czy w Warszawie ci on czy w Mińsku).





Ale najważniejsze są ulice i ludzie na nich. Nie doświadczyłem tu tej niebywałej przyjemności, jaką daje rozmowa z tubylcami. Taka spokojna gadka-szmatka o niczym. Trudno jest złapać kontakt wzrokowy z kimkolwiek. Chociaż raz mi się udało ? przy pomniku żołnierzy, którzy zginęli w Afganistanie. Porozmawiałem z pewnym człowiekiem. Zrobiłem mu nawet kilka zdjęć. Zaraz potem, jak tylko się pożegnałem, podszedł do mnie milicjant i miło zaczął wypytywać: ?A o czym rozmawialiście? A co on wam powiedział?? Trochę to dziwne, nieprawdaż?





kolejna ważna rzecz do zbadania - jedzenie. Niestety kuchnia białoruska nie rzuciła mnie na kolana. Może dlatego, że znam ją trochę jako tzw. podlaską? A może dlatego, że praktycznie nie włóczyliśmy się za jedzeniem? Jedna, bardzo prosta acz ciekawa potrawa (przekąska?) utkwiła mi w pamięci ? bakłażan zapiekany z żółtym serem. Przepis jest banalnie prosty ? bakłażan, masło, boczek i ser żółty. Wszystko ułożone na sobie i zapieczone w piekarniku. To wszystko. Ale jakie to pyszne!!!!!





Albo druga potrawa ? obiad po wiejsku. Przepisu nie podam, bo to trochę bardziej skomplikowane ? wyglądało mi to jak placki ziemniaczane duszone z sosem w glinianym garnku z mięsem. Zapewniam, że było wspaniałe. A było to w miejscu które w sumie nie wyglądało, że może mieć coś interesującego w ofercie ? wspomniany już wcześniej barek koło bazaru ze sztuką na tyłach Muzeum Wojny Ojczyźnianej.





Jak wyglądają same restauracje? Są raczej duże i przestrzenne. Trochę brak w nich kameralności. W każdej jest menadżer, który ?wpuszcza? na salę ? ma osobne biurko koło którego trzeba przejść. Chyba nie jest to selekcjoner w naszym tego słowa znaczeniu, bo ani razu nie zatrzymano nas w progu jeśli były wolne miejsca, ale?. prawdę mówiąc nie do końca rozpoznałem po co on jest. Za mało miałem czasu aby zgłębić to zagadnienie wiec bardzo proszę o wyrozumiałośc ...





Rzućmy okiem w kartę na to co jest do picia (i bynajmniej nie o herbacie będzie tu mowa). Piwo białoruskie? Podobno niesmaczne. Dlatego wszyscy (nawet sami Białorusini) piją zagraniczne ? rosyjskie albo inne. Mój kolega raz spróbował białoruskiego i nie smakowało mu ? ponieważ uważam, że zna się na rzeczy to uznaję, że faktycznie nie jest niewykluczonym, że białoruskie nie jest najlepsze. Wino? Chyba to nie ten krąg kulturowy?. Ale wódka! Jest wszędzie i w miarę tania. Na ulicach jednak nie widać było zbyt wielu pijanych. Może po prostu nie piją a może po wypiciu szybko znajdują się w domu albo gdzieś indziej? Tego też nie wiem.





Byliśmy też na dyskotece. Lokal znany wszem i wobec: Żurawinka (ale uwaga ? słowo pochodzi od żurawia płci żeńskiej a nie od żurawin czy żura). Właściwie to nie była dyskoteka tylko restauracja z parkietem i muzyką. Sama Pani Menadżer była uprzejma mi to wyjaśnić. Nie ważne ? i tak grali łupaninę dyskotekową a przy barze było zwykłe kłębowisko ludzi. Podobno wszystkie lokale są tego typu ? parkiet w restauracji.











Kolejna ciekawa rzecz ? mnogość kasyn. Nie wiem kto je odwiedza bo nie zapuszczaliśmy się w te jaskinie hazardu ? czasu i chęci nie było. Ale faktem godnym odnotowania jest, że naprawdę jest ich mnogość. Są wręcz na każdym kroku.





Tak więc spacerując, zwiedzając i eksplorując ciekawostki spędzaliśmy miło czas. Niestety - po 3 dniach trzeba było się zbierać. Strasznie mało mieliśmy tego czasu. Ale zostały nam dobre wspomnienia z Mińska i z Białorusi. Czyli co? Jak zwykle ? strachy na Lachy?





_______ Paweł - Pjast_ ________ ____________


komentarz

2010-01-20, Gość

Czołgow niet. niedzwiedzi? też niet!

2008-05-24, ElenaRus

dziekuje

Pawel, dziekuje za Twoja ciekawa opowiesc o pobycie na Bialorusi, nie ukrywam ze momentami powiewalo mocnym sarkazmem, ale coz- masz prawo tak reagowac bedac w innym kraju, o innej kulturze majac w Polsce tylko i wylacznie "czarny piar" w telewizji na temat tego kraju.
Ja pochodze z Bialorusi. Tak sie potoczylo w moim zyciu, ze 10 lat temu przyjechalam do Polski i tak juz tutaj zostalam na dobre lub zle. Z Polska wiaze sie duzo przykrych i wspanialych chwil mojego zycia. Mysle, ze takie realne opowiesci, jak Twoja, czyli prawie pozbawione "przerysowanych" obrazkow pozwola innym ocenic, jaki ten kraj jest naprawde. Bialorusini nie sa dzikusami, ktorzy z pochylona glowa pracuja w polu. Jest im daleko jeszcze do Zachodu, ale wierze, ze przyjdzie czas i tam rowniez bedzie lepiej. Natomiast, najbardziej jest mi przykro, gdy ktos slyszac o Bialorusi, robi wielkie oczy i wyobraza sobie, ze po ulicach nadal spaceruja biale niedzwiedzie lub jezdza czolgi.
Mam nadzieje, ze nie miales przyjemnosci spotkac sie z jednym z nich w centum Minska ;)
Pozdrawiam serdecznie,
Lena


Realizacja Let's Rock!